Św. Marcin kryzysowy czyli kapuśniak na wędzonej gęsinie

Grecja już właściwie zbankrutowała. Pozbawione światłych, spokojnych i odpowiedzialnych rządów Berlusconiego (wybaczcie ironię) Włochy będą pewnie kolejne. Przyszłość gospodarki całej Europy – więc i naszej rogalińskiej – jawi się w szarych barwach. Czas szykować się na kryzys więc:

W tym roku, solidaryzując się z zaciskającymi pasa Grekami  zamiast burżuazyjnej pieczonej gąski, na Marcina gotujemy w rogalińskiej kuchni kryzysowy gar kapuśniaku na wędzonej gęsinie a właściwie popółgęskowych pozostałościach. Jego narkotyczny zapach przenika właśnie wszystkie zakamarki domu.

Niestety – by przygotować sobie taki gar według stworzonego właśnie dziś przepisu trzeba najpierw wybrać się do Pani Pauliny Rzeszowskiej w okolice Ostrzeszowa i zakupić od niej kilka przygotowywanych przez nią nietypowo – bo na kościach – półgęsków. Mi zdarzyło się to kilka tygodni temu, gdy pod nóż poszły pierwsze w tym roku młode gąski.

Po wycięciu wiśniowo-czerwonych biustów wędzonych przez tydzień w zimnym olchowym dymie w zakamarkach kości pozostało tyle skrawków mięsa, że grzechem byłoby je wyrzucić. Już wtedy – wkładając je do zamrażarki – snułem plan świętomarcińskiego kapuśniaku na gęsinie.

Dziś trzy wędzone, gęsie klatki piersiowe ze skrawkami mięsa i zalałem wodą w sporym garze i na niewielkim ogniu gotowałem szumując przez 1,5 godziny z dodatkiem liścia laurowego i kilkunastu ziaren pieprzu. Po tym czasie wyjąłem kości z powstałego bulionu i dodałem do niego pół kilo przesiekanej kwaśnej, kiszonej kapusty i dwie starte marchewki, doprawiłem  majerankiem i spora ilością kminku. Gęsie mięso obrałem z kości i dorzuciłem do zupy.

Ziemniaki pokrojone w dość drobną kostkę ugotowałem osobno i dodałem do garnka z kapuśniakiem dopiero pod koniec gotowania. Podobno w kwaśnym kapuśniaku ziemniaki nie ugotowałyby się (piszę podobno – bo nigdy nie próbowałem tej sztuki, pomny rad bardziej doświadczonych kucharzy).  W końcu na odrobinie smalcu zeszkliłem, drobno posiekaną cebulę i zasmażyłem z odrobiną mąki. Tak przygotowaną zasmażką delikatnie zagęściłem gotowy już świętomarciński kapuśniak.

Jest świetny, ale jutro – gdy się już przegryzie –  będzie po prostu wspaniały. Będziemy go pałaszować świętując niepodległość a uszy się nam będą trzęsły jak posady europejskiej unii walutowej

SMACZNEGO!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s