Życie jak w… BARCELONIE

Wczoraj wieczorem w Rogalinie, przy stole zastawionym talerzykami z jamon iberico, chorizo, serami manchego i tovallo, patatas bravas, hiszpańskim omletem i oliwkami próbowałem odtworzyć smak Katalonii, stworzyć odpowiednie tło dla opowieści o kilku ostatnich dniach spędzonych w Barcelonie.

Zakochałem się w tym mieście! To chyba jedyne znane mi miejsce w Europie, które ma wszystko: doskonały klimat, zabytki, nowoczesną architekturę, sztukę, która wypełnia nie tylko muzea ale i ulice, skwery i parki,  tętniącą życiem plaże, mieszkańców, których korzenie – dalsze lub bardzo bliskie – sięgają  wszystkich zakątków świata, oraz – co dla mnie chyba najistotniejsze – wspaniałą i bezpretensjonalną kuchnię w tysiącach odsłon. Nie ma chyba drugiego miasta w Europie, w którym czułbym się tak dobrze,

Zresztą – tym razem nie słowa a fotografie niech spróbują opisać kilka ostatnich dni:

Doskonała kawa i rogalik w jednej z setek barcelońskich kawiarni na dobry początek dnia. Gdziekolwiek w Barcelonie nie mieszkasz – szansa na to, że najbliższa kawiarnia jest dalej niż trzy minuty na nogach jest nikła.

Czekolada – jeden ze skarbów Barcelony (jest tu nawet arcyciekawe muzem czekolady). Powyżej – jeden z licznych sklepików z czekoladowymi specjałami.

Drobne zakupy w manufakturze czekolady VIOKO w nadmorskiej dzielnicy La Barceloneta  – w dłoni ciemne czekolady z grubo kruszonymi ziarnami kakaowca, kruszonym chili, medialiony z białej czekolady w sproszkowanym złocie i płatkach róż oraz liofilizowane maliny…

la boqueria – jeden z wielu targów w Brcelonie. Położony przy smaych Ramblach a w nim między innymi:

Owoce i świeżo wyciskane z nich soki, od kórych warto rozpocząć zakupy. Zaraz obok genialne soczyste figi po 3 euro za tuzin.

grzyby: borowiki, kurki, opieński, rydze, dzikie pieczarki i smardze (o tej porze roku smardze suszone czyli z angieska „dried morels”- nie mylić z suszonymi morelami:)

małe kózki

jaja kurze w wielkim wyborze

ryby, w tym powyższy wielki tuńczyk rozebrany na moich oczach.

I oczywiście iberyjskie szynki we wszystkich odmianach

w odległości krótkeigo spaceru, na Avinguda de Francesc Cambo kolejny doskonale zaopatrzony (a mniej uczęszczany przez turystów) targ. I tu doskonałe ryby,

sery,

i świeżutka grillowana żabnica na zakończenie udanych zakupów.

Co krok restauracja czy bar tapas z wiszącymi nad barem szynkami. W spód każdej wetknięta odwrócona parasolka chroniąca klientów przed skapującym po kilka kropel dziennie tłuszczem.

Nawet w tych malutkich jadłodajniach można przekąsić z godnością. Tu małże św. Jakuba i krewetki na risotto z boczkiem. Mimo niewygórowanej ceny dania (7 euro) kucharz postanowił maznąć talerz inkaustem z kałamarnicy i oprószyć ikrą łososia – ot tak dla frajdy!

hiszpańskie ostrygi – niewielkie, ideanie okrągłe, mięsiste, z obowiązkowym kieliszkiem Cava.

Ech, zamieszkać w Barcelonie, choćby na malutkim jachcie…

SMACZNEGO!

Advertisements

3 responses to “Życie jak w… BARCELONIE

  1. no i komu dobrze, temu dobrze!

  2. Moja pasja jest tez gotowanie .Moge Panu poleic niedzielny targ w Versalu
    Paryz,Francja.Jest naprawde na poziomie i ma wspaniala atmosfere.Oczywiscie wszystko co potrzebne w kuchni francuskiej.Niesamowite przezycie.

  3. Mieszkałam rok obok Barcelony (Girona). Faktycznie, raj, nie miasto.
    a to „choćby na malutkim jachcie” to niezłe zdanie, mwhahahahaaha. Saludos!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s