Sezon imprez i festiwali kulinarnych powoli dobiega końca. Przybyło kilka kilogramów i kilkoro nowych znajomych (w gronie smakoszy wzrost w tych dziedzinach odbywa się zawsze symultanicznie i jest bezpośrednio skorelowany). Lodówka pełna jest doskonałych serów a piwniczka uzupełniona zapasem destylatów z Austrii i kreteńskiej oliwy, które powinny pozwolić przetrwać zimę.
Przed nami jeszcze Lublin – Europejski Festiwal Smaku już 11-12 września. Imprezę, której motorami są Waldek Sulisz i Michał Krawczyk wyróżnia spora ilość gości i wystawców zza wschodniej granicy. Przy odrobinie szczęścia można zaopatrzyć się w sało, a już z całą pewnością w dobry czarny chleb i przyzwoity kwas. W tym roku muzycznie „zagwieździ” Boban i Marko Marković Orkestar – serbska orkiestra dęta znana z muzycznych dokonań realizowanych wespół z Goranem Bregovicem (Kalashnikov, kalashnikov…)
W sobotę 18go września dane mi będzie zasiąść w jury Piątego Ogólnopolskiego Festiwalu Pasztetników i Potraw z Gęsi w Ostrzeszowie. Ślinianki ruszają do aktywnej pracy na samo brzmienie nazwy imprezy. Nigdy tam nie byłem, z tym większą radością przyjąłem zaproszenie dobrego ducha pasztetniczej imprezy – Witka Wróbla. Usiąść w jury kulinarnego konkursu obok Hanny Szymanderskiej – bezcenne!
O Ogólnopolskim Festiwalu Dobrego Smaku, który odbył się w Poznaniu w połowie sierpnia zbyt obszernie pisać nie będę. Piszą (i niech piszą) inni. Tłumy odwiedzających, zadowoleni wystawcy, zainteresowanie laboratoriami smaku i konkursami sprawiają mi ogromną satysfakcję. Największa radość w tym roku płynęła jednak z faktu, że (nareszcie!) Festiwal stał się prawdziwym miejscem spotkań i wymiany opinii. Od późnego przedpołudnia do jeszcze późniejszej nocy festiwalowy klub stawał się kulinarną agorą na której przedstawiciele tylu różnych miejsc, środowisk i profesji – od naukowców przez krytyków i autorów książek po kucharzy i restauratorów, od Poznaniaków, przez mieszkańców kresów po przedstawicieli Warszawy (tej nobliwej i tej bardzo nowoczesnej) – dyskutowali, spierali się, dzielili doświadczeniami i dochodzili do porozumienia!
Dla ciekawych tego jak było na tegorocznym Festiwalu – kilka relacji telewizyjnych:
Tradycyjnie już miejscem aktywnego kulinarnie odpoczynku po trudach przygotowań i realizacji Ogólnopolskiego Festiwalu Dobrego Smaku był Festiwal Smaku w Grucznie. Gruczno to bez wątpienia najciekawsza kulinarna impreza w Polsce. Pisałem o niej już. sporo w ubiegłym roku. tegoroczna edycja to znów tłumy oblegające stoiska i mnóstwo znajomych twarzy. „Cafe Toga” – prywatny namiot towarzyski który stworzyliśmy z Piotrem Michalskim w alei serów przyjął podczas Festiwalu sporo znamienitych gości. Narażeni na niebezpieczne sąsiedztwo – stoisko Rafała Skołowskiego, importera win węgierskich po lewej i kram Giena Mientkiewicza oraz Marka Grądzkiego z serami po prawej daliśmy się ponieść iście dionizyjskiej atmosferze! Sytuację uratowała zarządzona przez absolutnego kawowego świra – Marka Czepca (z tych Czepców) – przerwa na mała czarną (i białą) w jego wykonaniu. Nocne dyskusje z jedynym w Polsce hodowcą kapłonów (który w poprzednim życiu wymyślił system NIP), najlepsze wędzone węgorze jakie w życiu jadłem i przywiezione do domu trofea za zajęcie II miejsca w Turnieju Nalewek (za nalewkę z pigwowca) to jedynie niektóre z setki powodów dla których Gruczno już dziś wpisałem do kalendarza na 2011.
czekając na gości w Cafe Toga
młodziutkie krowskie od Giena Mientkiewicza – idealne (jak się okazało) pod wytrawnego Tokaja
jury turnieju nalewek przy pracy
SMACZNEGO!!!
foto z gruczna: Ola Lazar
W następnym odcinku: rogalińskie pesto genovese czyli zamrażamy lato


